„Piestrzenica siostrzenicy czyli trudny język”

 

Dałem ogłoszenie do gazety: Cudzoziemca wyuczę biegle języka polskiego.

Niebawem zjawił się kandydat o bliżej niesprecyzowanej narodowości.

Cudzoziemiec: Cień topry. Pan uszyć jensik polski ?

Ja: Oh, yes.

Cudzoziemiec: Topsze uszyć ?

Ja: Molto very gut.

Cudzoziemiec: Ile koćtować ?

Ja: Polisz język tres dificile. Schwer mein Herr. Język – 100 złotych za godzinę, hundret, plus narzut za trudności, razem, cuzamen, ukupno – quadrocenti, cztery stówy i trzysta za trudności.

Cudzoziemiec: Hmm, hmm, hmm …

Ja: Co tu humkać ? Pan nie wierzy, że polski jest trudny ? Proszę spróbujmy. Mało który Polak umie po polsku mówić, a cóż dopiero Syryjczyk z Kostaryki czy Kopakabany. Proszę, proszę wchodź Pan. No co Pan stoisz jak słup ? Zdejmij Pan palto i siadaj. Teraz niech Pan uważnie słucha i powtarza. Czego Pan nie zrozumie to wytłumaczę. Iś werde ihnen eksplikie.

„Piestrzenica siostrzenicy, która była nałożnicą przebrzydłego przewoźnika przez przełom Przemszy pod Pszczyną, nie przydała się jej na przyprawę w czasie przeprawy przez przełęcz, ani tej jawnogrzesznicy, ani jej przewrotnemu, przygłupawemu Parzybrodzie, jak przywykli przezywać przewoźnika przygodni przechodnie.”

Rozumie Pan ? Niech Pan sobie przeczyta jeszcze raz, a później usiłuje powtórzyć z pamięci.

Cudzoziemiec: Psziprafa ze siostrzenicy nie brzydala się jafnogrzecznicy.

Ja: Ależ akurat. Nie, jeszcze raz ! Powolutku, nie spieszmy się. Możemy przecież siedzieć i dwie godziny – po czterysta złotych. A więc uwaga.

Cudzoziemiec: Pieszczonica nałosznicy przydala się przez przelecz w paszybrocie. Proszę Pan ! Co jest pieszczonica ?

Ja: Nie pieszczonica, a pie-strze-ni-ca. Gyromitra esculenta. Ale widzę, że ten tekst Panu nie leży. Spróbujmy czegoś innego. Uwaga !

„Płaskowyż ryżowych wyżyn, wrzynał się wzwyż grzedą rozłożystych jarmuszów, tworząc melanż podłoża, wzdłuż którego i wszerz biegły bezdroża róż i wrzosów, wszakże z bezbrzeża gdzie młodzież ćwiczyła solfeż, wciąż jak jeden mąż dodawano sobie kurażu masażem.

Niech pan nam przeczyta.

Cudzoziemiec: Płaskowyć riczowych fiszbin wszinal się w, f, fsw, wfs …

Ja: Wzwyż, wzwyż !

Cudzoziemiec: Co to jest fisz ?

Ja: Pan nie wie co to jest wzwyż ? Niech Pan się nie kompromituje. Każde dziecko wie – nie do dołu. Odwrotnie. Przeciwnie niż do dołu. No, niech Pan teraz powtórzy.

Cudzoziemiec: Si, Si Kseniom rosłoczistych jarmuszuf. No ! No !

Ja: Zdolności językowych pan nie ma. Z pamięcią marnie. Powinienem brać od Pana 500 zł, ale niech już będzie te 450. Straszny z Pana palant.

Cudzoziemiec: Palant ? Co jest palant ?

Ja: Polski golf.

Cudzoziemiec: Golf. Pod szije ?

Ja: Nie. Golf – sport. Piłka i wsssssiut ! Leci piłka. Dam Panu coś mniej skomplikowanego. Uwaga.

„Chrabąszcz w gąszczu winobluszczu błyszczał jak tłuszcz w barszczu, a przy nim świerszcz brzęczał i brzdąkał przygrywki proboszczowi cierpiącemu na wytrzeszcz, widoczny z dala jak jaszcz w kleszczach deszczu, który opiewał wieszcz, łowiąc leszcze i popijając mimo pryszczy przykrytych przędzą jego nieprzerzedzonej brody”

Proszę czytać i powtórzyć.

Cudzoziemiec: Kłabonć w gościu winopluciu bliciał jak tucz w barciu przi którym świeć przenczal i pszonka przikryfki probociowi … Pan ma szklanka wody ?

Ja: Bez wykrętów. Proszę przeczytać i powtórzyć całość, a dostanie Pan szklankę wody.

Cudzoziemiec: Co to jest wycieć ?

Ja: Nie wycieć tylko wytrzeszcz. Wy-trzeszcz ! Choroba Basedowa, a raczej jej skutki, objawy. Dalej, dalej proszę bo nie przerobimy kursu.

Cudzoziemiec: Mnie głowa nie pracować.

Ja: Paluszek i główka to szkolna wymówka.

Cudzoziemiec: Co jest mufka ?

Ja: Mufka. Rura pokryta futrem, w której kobieta ukrywa ręce, gdy nie ma zrobionego manicure. Daje Panu ostatni, łatwy tekst> Niech pan wie za Pan płaci. Uwaga !

„Wszystkowiedzący ksiądz, wpatrzył się w mosiądz pieniądza, lecz jako krótkowidz widział tylko sadzę, niczym na patelce po smardzach i rydzach, które wódz tak chętnie jadał z bundzem, w towarzystwie, bądź co bądź samego Brzetysława z Trzemeszna”

Proszę ! Czittare and repettare.

Cudzoziemiec: Fićkowiedzoncy ksionc wpaczył się w misionc pinionca leć jako krótkofic fi ciał tylko sace … Oj .. uff ! Pan ! Co jest Ciemećna ?

Ja: Nie Ciemećna tylko Trze-mesz-na ! Trze-mesz-no ! Nie był Pan ? Trzemeszno City, barokowy kościół, krochmalnia, prawa miejskie w czternastym stuleciu. Tam mieszka wuj Grzegorz. druga ulica od rynku na lewo.

Cudzoziemiec: Prosze woda !

Ja: Woda, woda … Jedźmy, nikt nie woda ! Na wodę trzeba zasłużyć wynikami. Tu jest uczelnia a nie pijalnia wód. Uuuu, ale z Pana to zakuta pałeczka: Tęposzek leniuszek albo bezmyślnie tęgo nadziany. Zna Pan takie gatunki ? Ćwoczek wodopijec. Co ja mam z Panem zrobić ? Dam panu te teksty do domu, In the haus, a la casa. W domu się Pan nauczy czytać, tylko po ludzku, powtarzać i recytować. Słówka Pan sobie wybierze z Wielkiej Encyklopedii albo ze słownika Doroszewskiego. Co to np. znaczy bundz ? Wie Pan ?

Cudzoziemiec: Nie, nie wiem, ja nie chce znać buc.

Ja: Bundz, to jest ser owczy czasem trochę podrabiany krowim mlekiem. Każdy buc to u nas wie co to bundz. 60 zł kilo albo i więcej. Ma Pan tu te testy. Płaci Pan 500 zł i czekam w czwartek osiemnastego o tej samej porze. Szczęśliwej drogi do domu !

Cudzoziemiec: Się… się … się …

Ja: Szczę-śli-wej drogi !

Cudzoziemiec: Sięśliwej nogi.

Ja: Do zobaczenia.

Cudzoziemiec: Do siobacienia.

Ja: Ci cudzoziemcy mają słabą wolę. Słomiany zapał. Czekałem i czekałem. Nie przyszedł ani w czwartek ani w piątek ani w ogóle. A przygotowałem się do lekcji jak rzadko kiedy. Miałem dla niego tekst strzykawce strzeżonej przez trzech nieostrzyżonych trzpiotów.