CISZA – tak, to chyba nasza największa tradycja, przynajmniej wg mnie. Nie pamiętam już kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy (melodia grana na trąbce przez Rossiego – dokładnie ta, którą Paweł zamieścił na stronie), ale prawdopodobnie było to w już na pierwszym obozie w Boronowie w 1973 roku. Wiem jednak jedno, CISZA towarzyszyła mi na wszystkich obozach, rajdach czy spotkaniach w gronie SIM-owskich przyjaciół.

Pamiętam również różne jej koleje i różne jej przeżywanie.

Początkowo CISZA była odgrywana z magnetofonu na pożegnanie dnia. Każdy wówczas starał się przeżywać ją na swój sposób, w samotności, ciszy i spokoju. To było naprawdę niesamowite, gdy na obozie liczącym czasem kilkaset osób na kilka minut zapadała absolutna cisza, nie było żadnych rozmów, żadnych śmiechów, obóz na chwilę zamierał ... i słychać było tylko dźwięk trąbki ...

Później zaczęła się tradycja przeżywania CISZY w grupie, również na pożegnanie dnia. Stojąc w kręgu, trzymając splecione ręce (zawsze prawe przedramię na lewym !!!), mieliśmy pośredni kontakt ze wszystkimi uczestnikami stojącymi razem z nami. W skupieniu i milczeniu słuchaliśmy CISZY, delikatnie się kołysząc. Po wysłuchaniu melodii najstarszy w kręgu (najczęściej wychowawca) rozpoczynał podsumowanie bieżącego dnia, omawiał wszystkie plusy i minusy, a na koniec prosił osobę, którą wyróżniał w danym dniu o przekazanie uścisku dłoni. Uścisk „szedł” zawsze w lewo (uścisk prawą ręką) i kiedy wracał wszyscy rozchodzili się do namiotów mówiąc głośno „dobranoc”.

Kolejna ewolucja to grupowe murmurando CISZY. Wszyscy odbierali to jako bardziej uroczyste, bardziej podniosłe, bardziej ...

W pewnym momencie CISZA stała się dla wielu z nas pewnym elementem życia obozowego, bez niej nie było zakończenia dnia, bez względu na to kiedy to było (pora dnia, a raczej nocy nie odgrywała tu żadnej roli).

Aż na pewnym obozie pojawiła się CISZA specjalna, CISZA na pożegnanie obozu, rajdu ...

Wielokrotnie uczestniczyłem w takiej CISZY i zawsze wspominam ją z nutką zadumy i zawsze z „błyskiem” w oku.

Na czym to polegało ?

Cały obóz, czasem 200 osób stało w kręgu i „mruczało” CISZĘ, a potem ... Głos komendanta wspominającego najciekawsze momenty z obozu. Widziałem łzy w wielu oczach, a to był dopiero początek ... Naprawdę prawdziwe łzy, prawdziwe emocje pojawiały się kilka chwil później, w momencie pożegnania. Po przekazaniu uścisku przez komendanta zaczynał  on żegnanie się ze wszystkimi uczestnikami obozu. Zaczynał od kadry, która stała po jego lewej stronie, a następnie żegnał się kolejno ze wszystkimi stojącymi w kręgu, za nim szli następni. Takie pożegnanie trwało czasem bardzo długo, ale nikt nie wychodził z kręgu, czekał na swoją kolej. W tym czasie było widać jak kto traktował ten obóz, dla jednych (bardzo nielicznych) był to tylko jeden z wielu obozów, dla większości było to jednak przeżycie pozostawiające ślad przynajmniej przez jakiś czas. Dla wielu chęć przeżycia takich chwil jeszcze kiedyś.

Ale pamiętam też CISZE odprawiane na dworcach PKP, PKS przy pożegnaniu, gdzie byliśmy obserwowani przez przechodniów. Jak dowiadywałem się kiedyś, ludzie ci byli zszokowani (bardzo pozytywnie), że młodzież potrafi się bawić również w taki sposób.

Tak żegnali się prawdziwi przyjaciele, a takich, pomimo, ze minęło już „parę” lat mam jeszcze kilku. Wiem, że pomimo tego, że nie widzieliśmy się przez wiele lat, na pewno chętnie by mnie przyjęli, a rozmowom i wspomnieniom nie byłoby końca. tak, całkiem niedawno było w Krośnie ....

Życzę każdemu z Was, aby też tak mógł powiedzieć ...